Bise XL – test

Poniższa recenzja została napisana przez Krafta z  forum audio.com.pl. Link do oryginalnego wątku na forum znajduje się pod tym adresem. My zamieszczamy recenzję zredagowaną przez autora do formy jednolitego tekstu. Miłej lektury :-).

Wypożyczyłem na testy monitory Bise XL, dzieło śląskiej YB Audio. Firmy dobrze znanej w światku, choć właściwie nieobecnej w głównym nurcie audiofilskich środków przekazu – konsekwentnie i z powodzeniem opierającą swoją promocję na opiniach zadowolonych klientów – ich chęci dzielenia się wrażeniami z innymi. Sam się o niej parę lat temu dowiedziałem w ten sposób. Podczas lektury forum Audio natrafiłem na zdjęcia bardzo pięknych kolumn jednego z użytkowników, które okazały się być wyrobem właśnie tej manufaktury (do tego gorąco polecanej przez właściciela kolumn). Przyjrzałem się firmie bliżej i przyznam, że zrobiła na mnie duże wrażenie. Eleganckie projekty wzornicze, profesjonalne zdjęcia produktów, sensownie zredagowana strona internetowa. Wtedy jeszcze nie byłem mentalnie gotów na bliższe spotkanie z jej wyrobami, ale ziarenko zostało zasiane. Parę miesięcy temu wykiełkowało i w konsekwencji kolumny YB zagościły u mnie w domu. Trochę przypadkowo (dostępność), a trochę planowo (cenione przeze mnie przetworniki) padło na model Bise XL, monitory z podstawowej serii producenta noszącej nazwę Air. Seria podstawowa, ale już w niej znajdziemy dobre głośniki, wysmakowane projekty, dobrą stolarkę i eleganckie detale. Do tego w niewygórowanych cenach (jedna z zalet wybranej formy promocji i modelu biznesowego pomijającego pośredników).
 
Testowana wersja Bise (bo jest i mniejsza) naprawdę zasługuje na dopisek XL. Kiedyś w sklepie wrażenie zrobiły na mnie ogromne monitory Cantona, model Reference 9. Bise XL są od nich jeszcze trochę większe. Mają 41 cm wysokości, 23 szerokości i aż 40 głębokości. Na szczęście nie wyglądają na zwaliste. Sfazowanie przedniej ścianki optycznie pomniejsza bryłę, a niecodzienna głębokości nie rzuca się w oczy, gdy patrzymy na kolumny pod kątem z którego są najczęściej oglądane. Z grubsza objętość skrzyni Bise XL jest zbliżona do objętości obudowy podłogowych Audio Physic 5, które miałem okazję testować wcześniej, co rodzi stosowne oczekiwania co do zejścia basu.
 
Bardzo dobre wrażenie robią zastosowane w Bise przetworniki SB Acoustics z najwyższej linii Satori. Produkuje je indonezyjska firma Sinar Baja Electric. SB Acoustics to jej marka własna – owoc współpracy z duńskimi weteranami głośnikowymi z Danesian Audio. Sinar Baja to firma z 40-letnim doświadczeniem w produkcji głośników, a obecnie prawdziwy potentat w tej branży. Ma kilka fabryk produkujących różne części głośnikowe i konfekcjonujących je w całość. Firma jest dostawcą podzespołów i gotowych głośników dla wielu znanych marek, m.in. dla Revela, Wilsona i Boston Acoustics. Wracając do samych przetworników. Na dole gra SB Acoustics Satori MW19P. Wspaniały głośnik. Jeszcze nie bardzo drogi (680 zł), ale bardzo zaawansowany technicznie. Ma rzadki w wooferach magnes neodymowy, nowoczesny, odlewany, aerodynamicznie wyprofilowany kosz, miękkie, niskostratne zawieszenie i membranę wykonaną włókna nazwanego EGYPTIAN PAPYRUS. Na górze pasma też ciekawie. Kopułkowo-pierścieniowy tweeter SB Acoustics Satori TW29RN-B, z dwuczęściowym aluminiowym frontem, podwójną komorą wytłumiającą i neodymowym magnesem z systemem T-shaped minimalizującym zniekształcenia.
 
Przechodząc do odsłuchów. Na pierwszy ogień poszła płyta „Waglewski Gra-Żonie” i… prawie się już w tych kolumnach zakochałem. Bardzo efektowny wciskający w kanapę bas, namacalne, pozbawione sybilantów wokale damskie i męskie, świdrujące gitary, stereofonia… Dobre pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. No to się udało. Dalej trzy utwory do oceny basu: Hellmut Hattler „Siesta”, Lee Ritenour „Papa Was a Rollin’ Stone” i Monika Borzym „Edith and the Kingpin”. Bas z Bise ma głębię, energię, wystarczającą kontrolę, cały czas gdzieś w tle podtrzymuje brzmienie, co dodaje muzyce rozmachu. Z jednej strony uderzenia i wibracje ma bardzo efektowne, ale z drugiej czasami wolałbym, żeby go było trochę mniej (ale wiadomo – kwestia ustawienia i pomieszczenia, więc trzeba mieć do tych uwag o basie dystans). Dużych kłopotów interakcją z pomieszczeniem nie sprawia. W „Edith and the Kingpin” trochę jednak te rezonanse było słychać. Kolej na ocenę wokali damskich i męskich. I znowu przekonująco. Jest realizm i namacalność, które wydają się wypływać z barwy, choć szczegółowości i przestrzenności też nie można wiele zarzucić. Poczucie przestrzeni wokół wokalistów to jednak nie jest popisowy numer tych kolumn. Można się w tym aspekcie posunąć jeszcze dalej. Dalej kilka utworów do oceny umiejętności zbudowania holograficznej sceny i oddania efektów fazowych: The Alan Parsons Project „I Robot” i „Total Eclipse”, Yello „Takla Makan” oraz Felix Laband „Miss Teardrop”. Wszystko na swoim miejscu, ale odczucie trójwymiarowości przestrzeni mniejsze niż z niektórych innych kolumn, jakie miałem okazję słuchać. 100% iluzja się nie pojawiła. KEF LS50 czy Bowersy 706 wypadają na takim repertuarze trochę bardziej przekonująco. Niemniej to coś, o co chodzi, w graniu Bise jest. Potrafią wciągnąć w spektakl. Procentuje duża naturalność. Ich brzmienie nigdy nie wydaje się sztuczne. W utworze Yello jest kilka subwooferowych zejść, gdzie monitory YB pokazały się z jak najlepszej strony, nie ustępując energią i rozciągnięciem pasma wielu podłogówkom. Dalej kilka utworów  elektronicznych. Dobrze, ale jakby kolumny były precyzyjniejsze, to byłoby jeszcze lepiej. Z utworów gdzie syntetyczne dźwięki zostały starannie poukładane w wirtualnej przestrzeni, niektóre inne kolumny potrafią wycisnąć więcej. Na koniec posłuchałem sporego zestawu utworów akustycznych: muzyka poważna, jazz, wokaliści w towarzystwie gitary. Tego typu repertuar wydaje się brzmieć na kolumnach YB szczególnie atrakcyjnie. Gładko, melodyjnie, naturalnie. Małe składy mają klimat, a utwory symfoniczne rozmach i wystarczającą potęgę niskich tonów. Fortepian, instrumenty dęte, smyczki brzmią wiarygodnie i nigdy nie nieprzyjemnie.
 
Porównując Bise Xl do kolumn z przedziału 5000-7000 zł (monitorów i podłogówek).
 
Wsad technologiczny – 9/10
 
Przetworniki nowoczesne i zaawansowane technicznie. Dość drogie, ale chyba i tak sprzedawane po cenie okazyjnej względem ich możliwości. Do tego ładne i bardzo funkcjonalne terminale Jantzen Premium zainstalowane na eleganckiej płytce. O zwrotnicy nie mogę wiele powiedzieć. Inne kolumny z serii Air mają, jak pisze producent, zwrotnice i okablowanie wykonana z komponentów firmy Jantzen Audio. Na podzespołach producent nie oszczędzał.
 
Wzornictwo/wykonanie/detale – 10/10
 
Kolumny są duże, ale dzięki zabiegom stylistycznym nie wydają się zwaliste. Przednia ścianka nie ma dużej powierzchni, bo wymiar kolumn ukryty jest w ich głębokości. Proporcje plus pochylenie przedniej ścianki sprawiają, że kolumny wyglądają nowocześnie. Szeroki wybór fornirów. Solidna stolarka. Do jakości wykonania nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Chociaż… w tej cenie port BR mógłby być bardziej fikuśny. Duzi producenci stosują bardziej wydumane, czasem o fajnie brzmiących nazwach. W Bise mamy zaś najprostszy z możliwych. Potencjał do rozwoju?
 
Balans tonalny – 9/10
 
Zasadniczo zrównoważony. Z jednym stopniem ciepła na plusie i dobrym nasyceniem. Górą bez agresji i rozjaśnienia. Średnica na swoim miejscu. Bezpieczne strojenie.
 
Stereo – 9/10
 
Stereofonia bardzo dobra. Szeroka, z wyjściem dźwięków na głębokość, dobrze oddająca efekty fazowe. Pozytywne odczucia dodatkowo wzmaga naturalność dźwięku. Z uzyskaniem przekonywującej przestrzeni i namacalności Bise radzą sobie bardzo dobrze. Absolutna precyzja i wgląd w nagranie nie były jednak w ich przypadku priorytetem, więc jeden punkt odejmuję.
 
Bas – 9/10
 
Niskie tony Bise XL mają głębię, energię i wystarczającą kontrolę. Robią wrażenie rozmachem, ale nie sprawiają jeszcze dużych kłopotów rezonansami z pomieszczeniem. Bas ma przyjemną barwę i trochę miękkości. Nie wydaje się podbity w jakimś wąskim zakresie, ale z drugiej strony jest stale obecny, dopełniając brzmienie. Czuć, że ma potencjał większy niż w przypadku większości innych monitorów. Potrafi naprawdę przyjemnie zamruczeć czy pokazać potęgę nisko uderzającej stopy. Oczywiście dużo zależy od ustawienia. Eksperymentalnie odsuwając kolumny dalej od ściany bez problemu uzyskałem z Bise bas szczuplejszy.
 
Wokale/średnica – 9/10
 
Wokale i średnica to najmocniejsza strona tych kolumn. Jest namacalność, są szczegóły, jest wyjątkowo przyjemna i naturalna barwa. Głosy brzmią prawdziwie i emocjonalnie. Sybilanty trzymane są w ryzach. Instrumenty dęte, smyczki i wiele innych akustycznych brzmień wypada równie dobrze. Wszystkich szczegółów artykulacji może nie wychwycimy, ale jak na ten poziom cenowy jest bardzo dobrze. Aksamitne granie bez krzty agresji. Odejmuję punkt, bo powietrze wokół wokalistów da się odtworzyć jeszcze lepiej.
 
Wysokie/detaliczność – 9/10
 
Co najmniej bardzo dobra. Są kolumny bardziej detaliczne, ale jeśli dla kogoś ten aspekt nie jest priorytetem, to nie powinien się na Bise zawieść. Mikrodynamika nie wyczynowa, ale też nie rozczarowuje.
 
Muzykalność/komfort odsłuchu – 10/10
 
Skoro aksamitnie, bez agresji i z ładną barwą, to znaczy, że Bise słucha się przyjemnie i komfortowo nawet przy długich przebiegach. Ich brzmienie emanuje dojrzałością. Myślę, że cechy, które prezentują szczególnie dobrze sprawdzą się w muzyce akustycznej. Głosy, chóry, składy kameralne i symfoniczne, muzyka dawna, akustyczny jazz, singer-songwriter – tam konstrukcja YB dodatkowo zapunktuje naturalnością i umiejętnością oddania klimatu.
 
Podsumowując. Bise XL są bardzo interesującą alternatywą dla popularnych podłogówek znanych firm w cenie 5000-7000 zł. Niewiele lub wcale nie ustępują im rozmachem, wypełnieniem czy basem. Mają nie gorszą od nich szczegółowość czy mikrodynamikę. Za to przebijają je jakością efektów przestrzennych, barwą, naturalnością i – przede wszystkim – namacalnością brzmienia. To granie o klasę lepsze. Do 20-30 m2 warto je wypróbować zamiast podłogówek, które można dostać w porównywalnych pieniądzach. Morał z tego testu (przynajmniej dla mnie) jest taki, że nie trzeba się bać kolumnowych manufaktur. Oferują produkty konkurencyjne jakościowo względem popularnej oferty rynkowej. Konkurencyjne brzmieniem, wzornictwem, jakością wykonania i ceną. No i z bonusem w postaci ogromnego wyboru wykończeń oraz możliwości customizacji. Żeby tylko odsłuchy testowe były prostsze do przeprowadzenia. Ja czekałem kilka miesięcy zanim trafiła się okazja. Co zrobić. Coś za coś.
 
Kraft / forum Audio.com.pl